Wynagrodzenia lekarskie
Trudno nie napisać na naszym blogu krótkiego artykułu o wynagrodzeniach lekarskich. Słoń stoi w pokoju. O sprawie mówią ludzie w sklepach i na przystankach, a pewnie też i na plażach, oraz, o zgrozo!, na górskich szlakach.
Mechanizm, czyli dlaczego tak dużo?
Każdy wie, że milionowe zarobki dotyczą tylko niewielkiej grupy lekarzy. Tych, co mają odpowiednie specjalizacje, oraz tych, co pracują dużo. Ujmując sprawę prosto, jest ktoś, kto lekarzowi chce zapłacić, i jest lekarz, który chce pracować. I tu kończy się prostota, a zaczyna konstrukcja systemu, która w publicznych szpitalach od lat działa jak dobrze naoliwiona maszyna.
Lekarz na etacie ma limit godzin, urlop, ochronę kodeksu pracy i – co dla dyrekcji bywa niewygodne – sztywną siatkę płac. Lekarz na kontrakcie (umowa cywilnoprawna, działalność gospodarcza – B2B) sprzedaje godziny. Szpital kupuje gotowość, dyżur, koordynację SOR-u, „nadzór” i wszystko, co da się wpisać do faktury. Jedna osoba może mieć etat w jednym miejscu, kontrakt w drugim, dyżury w trzecim i czwartym. Stawki godzinowe przy tym rosną, bo brakuje rąk do pracy, zwłaszcza w szpitalach powiatowych, a oddziały zakontraktowane z NFZ nie mogą stać puste. Tak to działa, ale trudno powiedzieć, żeby to był stan pożądany i właściwy na dłuższą metę, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę, że nieraz wynagrodzenia lekarskie stanowią blisko połowę zakontraktowanych z NFZ przychodów szpitala dla danego oddziału. Widać, że systemowo coś tu nie działa jak powinno. Jeśli wszystko puszczone samopas nie uregulowało się na zadowalającym poziomie, niezbędna staje się interwencja ustawowa. O tej interwencji za chwilę.
Nienależyte wykonanie umowy i niegospodarność
W tym miejscu powiemy o drugim aspekcie nadmiarowych wynagrodzeń lekarskich. Jeśli lekarz sprzedawał szpitalowi swój czas, swoje godziny, a w tym samym czasie był gdzie indziej – i szpital i tak mu płacił – to mamy do czynienia z wypaczeniem wzajemnych relacji umownych. Każdy przedsiębiorca, obiecując, że w określonych godzinach będzie świadczył usługę osobiście, sprzedaje obecność. Jeśli tej obecności nie ma, a faktura i tak idzie, to nie jest „elastyczny model zatrudnienia”. To jest sprzedaż czegoś, czego nie dostarczono. Należy to rozpatrywać przede wszystkim w kategoriach cywilistycznych jako nienależyte wykonanie umowy ze strony lekarza, a w kategoriach finansów publicznych jako niegospodarność ze strony szpitala, który zapłacił za godzinę, której nie zweryfikował. Tutaj na marginesie warto zwrócić uwagę, że jakoś nie słyszymy o problemie nieobecności na dyżurach w prywatnej służbie zdrowia. Wiadomo, że jeśli sieciowa prywatna przychodnia umawia się z lekarzem, że będzie obecny, to lekarz taki zostanie dokładnie rozliczony ze swojej obecności na umówionym miejscu.
Ustawa peselowa
Dnia 19 czerwca 2026 r. Sejm uchwalił, a w lipcu prezydent podpisał nowelizację ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz ustawy o działalności leczniczej. Przepisy weszły w życie 5 sierpnia 2026 r. Pierwsze pełne raportowanie w nowej formule zostanie przeprowadzone za wrzesień. Dotąd Ministerstwo Zdrowia wiedziało, ile dana placówka wydaje na wynagrodzenia, ale nie wiedziało, ile łącznie bierze jeden człowiek – z etatu, z kontraktu i z dyżurów w kilku szpitalach naraz. Nowe przepisy wiążą dane o wynagrodzeniach lekarza z jego numerem PESEL albo z numerem prawa wykonywania zawodu, dzięki czemu rząd może weryfikować dane z kilku źródeł a dotyczące jednej osoby. Nie powstaje przy tym publiczna wyszukiwarka pensji, a sama ustawa nikomu nic nie obcina i nikogo nie skazuje. Daje tylko narzędzie do oglądu.
Co się więc zmienia – i czy to wystarczy?
Kończy się alibi niewiedzy. Od września będzie można sprawdzić, czy te same godziny sprzedano dwa razy. Nie da się już uczciwie powiedzieć: „nie wiedzieliśmy, że ten sam lekarz jest w trzech grafikach naraz”. Zostanie tylko: wiedzieliśmy i zapłaciliśmy albo wiedzieliśmy i przestaliśmy płacić. Samej umowy to nie naprawia. Pesel nie sprawdzi, czy lekarz był na dyżurze, nie skreśli podwójnej faktury i nie zastąpi kontroli po stronie szpitala. Dlatego ustawa peselowa jest potrzebna i niewystarczająca zarazem. Daje państwu oczy. Reszta – zakaz podwójnego rozliczania tego samego interwału, limit godzin, odpowiedzialność za kontrolę obecności – to już nie sprawozdawczość. To egzekwowanie tego, za co szpital wystawił zlecenie, a lekarz wystawił fakturę. W tym zakresie, tak jak dotąd, odpowiedzialność spoczywać będzie na zarządach szpitali i pośrednio na organach prowadzących.

