Prywatne placówki medyczne to filar opieki zdrowotnej, ale ich stabilność finansowa pozostaje pod presją rosnących kosztów i konkurencji. Z jednej strony rozwój technologii medycznej i rosnące oczekiwania pacjentów wymuszają na placówkach inwestycje w nowoczesny sprzęt, specjalistyczne oprogramowanie oraz wykwalifikowany personel. Z drugiej zaś strony, wzrastające koszty prowadzenia działalności, w tym opłaty za wynajem lokali, energii oraz wynagrodzenia pracowników, powodują, że utrzymanie płynności finansowej staje się coraz większym wyzwaniem. Problemów z długami w branży medycznej dotyczy opublikowana przez Krajowy Rejestr Długów Biuro Informacji Gospodarczej S.A. (dalej KRD) w lutym 2025 roku analiza finansowa tego sektora. Przyjrzałem się jej i wyciągam kilka podstawowych wniosków.
Inwestycje na kredyt
Tak jak w każdej innej branży, finansowanie inwestycji w medycynie związane jest z korzystaniem przez menedżerów z różnego rodzaju form kredytowania w szerokim tego słowa znaczeniu. Są to instrumenty takie jak pożyczki, kredyty inwestycyjne, obrotowe, limity w rachunkach, leasingi operacyjne i finansowe, obligacje korporacyjne, faktoring, pożyczki od funduszy inwestycyjnych. Nieuregulowane w terminie zobowiązania wynikające ze wskazanych instrumentów finansowych, ale także i bieżącej działalności podmiotów, stają się długami. Jak wynika z analizy KRD, co do kwoty niespłacane długi w branży medycznej utrzymują się na zbliżonym poziomie co przed siedmioma miesiącami, ale zmienia się struktura zadłużenia. W ciągu siedmiu miesięcy zadłużenie prywatnych placówek medycznych zmalało ze 182 milionów złotych do 170,5 milionów złotych, ale co zaskakujące, w tym samym czasie liczba dłużników wzrosła, osiągając 3105 podmiotów. Ten paradoks tłumaczy trudna sytuacja małych praktyk, zwłaszcza jednoosobowych, które dominują wśród dłużników, stanowiąc 70% tej grupy. To właśnie głównie mniejsze podmioty najczęściej sięgają po kredyty i leasingi, aby sprostać rosnącym wymaganiom pacjentów i utrzymać inwestycje na niezbędnym poziomie, np. Poprzez zakup nowoczesnego, bardziej precyzyjnego i wydajnego sprzętu diagnostycznego.
Długi idą pod młotek.
Chciałbym się skupić teraz na tym, kto ostatecznie w większości przypadków będzie prowadził windykację niespłacanych długów. Otóż, jak wynika z analizy KRD, największą część długów prywatnych podmiotów medycznych przejmują prędzej czy później wtórni wierzyciele, czyli firmy windykacyjne i powiązane z nimi fundusze wierzytelności, takie jak Prokura FIZ NFW czy Jupiter FIZ NFW. Wtórni wierzyciele przejęli w analizowanym okresie dokładnie 80,3 miliona złotych, co stanowiło dominującą część całej puli badanego zadłużenia branży.
Trzeba powiedzieć, że fundusze wierzytelności kupują wierzytelności od banków czy firm leasingowych za ułamek wartości, by potem odzyskać pełną kwotę z zyskiem. Banki chętnie sprzedają takie wierzytelności, oczyszczając swoje bilanse i unikając kosztownych procesów windykacyjnych. Dla małych placówek medycznych oznacza to zmianę wierzyciela – i często większą presję, bo Fundusze działają bardziej zdecydowanie. Ale jest i druga strona medalu: taka cesja może otworzyć drzwi do negocjacji i rozsądnej ugody, dając szansę na złapanie oddechu. Czasem bowiem, banki pozbywają się wierzytelności trudnych – bliskich przedawnienia lub prawnie wątpliwych – traktując to jako sposób na zrzucenie problemu. W takich sytuacjach placówki powinny zachować czujność, dokładnie analizując umowy i sprawdzając, czy dług nie jest wadliwy. Ostatecznie, sprzedaż długów przez bank funduszowi to dla małych gabinetów zarówno ryzyko, jak i okazja – wszystko zależy od ich przygotowania i umiejętności wykorzystania tej nietypowej sytuacji.
Podsumowanie
Analiza KRD ukazuje rosnące wyzwania finansowe, z jakimi borykają się prywatne placówki medyczne. Mimo że całkowite zadłużenie branży zmniejszyło się, to liczba zadłużonych podmiotów wzrosła, co wskazuje na pogarszającą się sytuację małych, jednoosobowych praktyk lekarskich. Jednocześnie, windykacja wierzytelności w branży medycznej coraz częściej realizowana jest przez wyspecjalizowane podmioty windykacyjne, a nie przez same banki czy firmy leasingowe, co samo w sobie staje się nowym problemem i każe wzmóc czujność menedżerów z branży medycznej.